O mnie

Moje zdjęcie
Starsza pani, która nie może żyć bez książek i roweru. A teraz postanowiła jeszcze, że będzie o tym pisać... https://www.przeczytanezapisane.pl/

wtorek, 9 sierpnia 2022

O życiu

 

Adam Szustak na podstawie Koh 1, 2; 2, 21-23

To rozważanie jest tak ważne dla mnie, że muszę to mieć w zasięgu, ciągle i ciągle czytać i ciągle sobie przypominać.

Kohelet był rewolucjonistą – bo mówi coś absolutnie innego niż prorocy w Starym Testamencie, i niż w ogóle Żydzi wtedy. Bo wtedy funkcjonowało dość proste myślenie, taki pewien schemat, który nie ma nic wspólnego z Panem Bogiem. Otóż Żydzi uważali, że to, co dzieje się w świecie, jest odbiciem Bożej sprawiedliwości. Jeśli żyjesz w zgodzie z Bogiem, jesteś pobożny, wypełniasz prawo, to Bóg ci błogosławi – masz duży majątek, dobrze ci się powodzi. Bo jesteś blisko Boga. Jeśli natomiast masz słabe życie, spotykają cię choroby, cierpienia, nieszczęścia, jesteś biedny, nie masz dzieci – to znaczy, że jesteś grzesznikiem i Pan pozbawił cię swojej łaski, nie lubi cię, nie błogosławi ci. Znakiem Bożego błogosławieństwa było życiowe powodzenie. O tym na przykład jest księga Hioba. Tak myśleli Żydzi. Ale to też myślenie bardzo powszechne dzisiaj. Myślimy (no ja na pewno), że jeśli jesteśmy naprawdę blisko z Bogiem, to on nam będzie błogosławił czyli ochroni od wszystkich nieszczęść i katastrof. A kiedy one nadchodzą, to najczęściej mamy do Pana Boga pretensje. Bo gdyby Bóg był, bo gdyby był dobry, to nie dawałby nam takich doświadczeń. Najpowszechniejszy argument przeciwko wierze wywodzi się właśnie z takiego starotestamentalnego myślenia – gdyby Pan Bóg istniał, to nie byłoby wojen, katastrof, chorób, nie umierałyby dzieci.

A Kohelet mówi coś innego. Pokazuje człowieka dobrego, pobożnego, uczciwego, którego mimo to spotyka niesprawiedliwość i krzywda. Bo życie z Bogiem wcale nie polega na tym, że nam się wszystko poukłada, że Pan Bóg nam życie naprawi i wszystko będzie dobrze i pięknie. Może tak być oczywiście. Ale jeśli nie jest, to nie znaczy, że On nas uwolni od problemów, zabezpieczy przed nieszczęściem, katastrofami, chorobami, śmiercią. To nie o to chodzi w życiu i w relacji z Bogiem. Kohelet wręcz mówi – nie ciesz się z tego, że ci się wszystko układa, bo to wszystko marność. Powodzenie nie jest niczym złym oczywiście, ale zupełnie nie o to chodzi w życiu. Nie chodzi o to, żeby ci się wszystko układało, żebyś nie miał żadnych trosk i zmartwień, ale żebyś był jak najbliżej z Bogiem. I wtedy niezależnie co się będzie działo, czy będzie dobrze, czy będzie źle – to jeśli będzie w tym z Bogiem – to to jest najważniejsza rzecz w życiu. Ale  wielu ludzi się z tym nie zgadza. Wielu oczekuje tylko jednego – żeby im Pan Bóg ponaprawiał i poukładał życie – i po to są z Bogiem. Dlatego ten tekst Koheleta jest taki orzeźwiający i otrzeźwiający. Bo Kohelet  patrzy na te wszystkie rzeczy, które tworzymy, o które zabiegamy i  mówi – to i tak się rozpadnie, wszystko to marność. I oczywiście, to jest bardzo pesymistyczne i przygnębiające, ale być może specjalnie to przerysowuje, jako przeciwwagę dla tego tradycyjnego żydowskiego myślenia.

Konkluzja Koheleta nie sprowadza się oczywiście do tego, żeby w takim razie nic nie robić, opuścić ręce i czekać na śmierć. On w innej części tej księgi mówi, że jest czas właściwy na wszystko - miłość i nienawiść, pracę i lenistwo, życie i śmierć. Bez względu na to, co się dzieje w twoim życiu, możesz być w tym z Bogiem. Nie ma znaczenia, czy wszystko jest super, czy wszystko się wali – możesz być w tym z Bogiem. Przejdziesz przez to wszystko i będziesz błogosławiony Bożą obecnością, a nie tym, że wszystko się naprawi i poukłada. Nigdy nie będzie w życiu tak, że jak się dostatecznie oddamy Panu Bogu, osiągniemy jakiś zaczarowany poziom w relacji z Bogiem, to On wkroczy we wszystkie nasze słabości i problemy, ze wszystkich problemów nas wyprowadzi. To znaczy owszem, wkroczy i wyprowadzi, ale to nie znaczy, że usunie nam wszystkie przeszkody spod nóg. Kohelet mówi, że tylko Bóg wie dlaczego dzieją  się w naszym życiu te wszystkie rzeczy, dlaczego jedne mogą się wyprostować, a inne nie. Cała sztuka to po prostu zaufać Bogu. Nie obrażać się, jeśli nie jest tak jakbyśmy chcieli, tylko zaufać, że jest właśnie tak, jak trzeba. To nie znaczy oczywiście być biernym, nie angażować się, nie starać. Trzeba być odpowiedzialnym, współpracować z Bogiem, działać, naprawiać, jeśli trzeba. Jedne sprawy Pan Bóg wyprostuje i ogarnie, innych nie i nie ma odpowiedzi dlaczego akurat tak. Zaufaj Panu Bogu i będzie albo dobrze, albo źle – i nie ma to znaczenia, bylebyś był w tym wszystkim z Bogiem. To jest najważniejsze.

Zaufaj Panu Bogu – może będzie źle. Ale będziesz w tym z Nim.

Brak komentarzy: